Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 923 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Korfu - Grecja 2016

czwartek, 29 września 2016 18:28

Nasza podróż rozpoczęła się 16 września. Z lotniska w Poznaniu o godz. 19.40 wylecieliśmy na Korfu. Po wylądowaniu i przestawieniu zegarków o godzinę do przodu, w Grecji była już 23.Aby dojechać z lotniska do hotelu korzystaliśmy z transferu HolidayTaxi. Za przejazd na trasie lotnisko-hotel w Kavos zapłaciliśmy ok. 8,5 € za os. Transfer rezerwowałam wcześniej przez internet i korzystałam z dostępnego akurat kodu zniżkowego.

 

Zamieszkaliśmy w hotelu Umbrella. Hotel jest niewielki, jak większość na Korfu, ale ma fantastyczną lokalizację. Znajduje się w centrum Kavos, ale w dostatecznej odległości od klubów,w którym impreza trwa codziennie do białego rana, więc hałas nie doskwiera. Do plaży mieliśmy dosłownie 50 m. Wystarczyło przejść ścieżką przez teren hotelowy. Dostaliśmy piętrowy, czteroosobowy apartament, mino, że byliśmy w trzy osoby. Z balkonu roztaczał się przepiękny widok na morze i basen. Przyznam, że to był najlepszy widok z balkonu ze wszystkich hoteli w jakich mieszkałam. Za 7-dniowy pobyt 3 osób zapłaciliśmy 114 €, czyli ok. 23 zł za osobę/za noc!

 

Przemieszczając się po wyspie korzystaliśmy z autobusów Green Bus. Autobusy są klimatyzowane, nowoczesne, więc podróże nie były uciążliwe.

 

Pierwszy dzień przeznaczyliśmy na zwiedzanie. Wybraliśmy się do stolicy wyspy - miasta Korfu. Chodziliśmy po wąskich, klimatycznych uliczkach, zjedliśmy pyszne souvlaki w picie. Nabrzeżem od Starej Fortecy doszliśmy do słynnego wiatraku. Co prawda nie ma tam plaży, ale można wykąpać się w morzu schodząc do wody schodami. Upał był ogromny, niestety nie wzięliśmy ze sobą strojów kąpielowych, więc mogliśmy tylko schłodzić we wodzie nogi. Następnie pieszo udaliśmy się do Kanoni. Zobaczyliśmy symbol wyspy Korfu - biały kościółek, czyli monastyr Vlacherna. Budowla znajduje się na małej, skalnej  wysepce, która połączona jest z lądem wąską groblą. 

Nieopodal znajduje się pas startowy lotniska, więc można oglądać przelatujące tuż nad naszymi głowami lądujące i startujące samoloty.

Aby powrócić do centrum Korfu, skorzystaliśmy z autobusu. Bilet kupiony w sklepie kosztował 1,2 €.

Podczas całego naszego pobytu na wyspie, w Korfu byliśmy 4 razy. Aby dojechać do Sidari albo Paleokastritsy z Kavos, musieliśmy mieć przesiadkę w Korfu i żeby nie czekać ok. 2 godzin na dworcu za każdym razem szliśmy do centrum. Ostatniego dnia mieliśmy wrażenie, że znamy to miasto lepiej od tego, w którym mieszkamy:)  

 

Kolejny dzień, czyli niedzielę przeznaczyliśmy na odpoczynek przy basenie i na plaży oraz poznawanie Kavos.

 

W poniedziałek mimo pogody w kratkę (bezchmurne niebo, na przemian z ulewą) poszliśmy na oddaloną od naszego hotelu o ok. 2,5 km plażę Arkoudilas. Droga prowadzi przez las i jest nieutwardzona, ale dość szeroka. Można dojechać quadem, który na Korfu jest dość popularnym wśród turystów środkiem transportu. Zdecydowanie warto się tutaj wybrać, ponieważ plaża jest przepiękna - otoczona wysokimi klifami.

 

Następnego dnia postanowiliśmy pojechać do miejscowości Sidari, w której znajduje się słynny Kanał Miłości (Canal d'Amour). Formacje skalne i plaże w zatoczkach tworzą niesamowity widok. Jest to jedna z największych atrakcji wyspy.

 

W środę odwiedziliśmy kolejne miejsce z listy "must see" - Paleokastritsa. Okolica zachwyca zatoczkami i zielenią. Na wzgórzu znajduje się klasztor Panagia Theotoku. Na terenie klasztoru jest mnóstwo roślinności. Obejrzeć można też dawne urządzenia do wytwarzania oliwy, które znajdują się w małym muzeum. Kobiety ubrane w szorty lub mini przed wejściem na teren klasztoru otrzymują spódnice o odpowiedniej długości. My, według Pana wydającego spódnice, byłyśmy ubrane wystarczająco przyzwoicie.

 

W czwartek, czyli już w przedostatni dzień naszego pobytu na Korfu ponownie poszliśmy na plażę Arkoudilas. Będąc w Kavos koniecznie musicie się tam udać!

 

Lot powrotny mieliśmy o 17.45. O 13 udaliśmy się Green Busem do Korfu. Dworzec autobusowy jest oddalony o ok. 1,5 km od lotniska. Bez problemu można dojść pieszo. Wystartowaliśmy z lekkim opóźnieniem. Niestety trafiliśmy miejsca w rzędzie 11, w którym nie ma okna. Dziwnie się leciało tak "na ślepo". Nawet nie wiedziałam w którym momencie oderwaliśmy się od ziemi.

 

Była to moja druga wizyta w Grecji i potwierdziło się moje spostrzeżenie, że kraj ten jest o wiele tańszy od Hiszpanii, Portugalii czy Włoch. Głównie widać to po cenach posiłków w restauracjach. Główne danie można zjeść już za 6 €, pita, którą najadłam się do syta kosztuje 2-3 €. Ceny pamiątek także są relatywnie niskie. 

Zdecydowanie polecam odwiedzenie Korfu.

 

 

Lot POZ - CFU:

7DSCN6149.JPG

 

 

Widok z naszego balkonu:

9SL373792.JPG

 

786IMG_20160923_112302.jpg

 

783DSCN7049.JPG

 

 

Hotel Umbrella:

315DSCN6416.JPG

 

 

Ścieżka łącząca hotel z plażą:
249SL373713.JPG

 

Ścieżka łącząca hotel Umbrella z plażą

 

 

Nasz apartament:

15DSCN7044.JPG

 

 

Drzewko limonkowe przy hotelu:

28DSCN6197.JPG

 

 

Miasto Korfu:
94DSCN6229.JPG

 

 99DSCN6234.JPG


215SL373647.JPG

 

219SL373695.JPG

 

230DSCN6337.JPG

 

238SL373705.JPG

 

242SL373709.JPG

 

148DSCN6283.JPG

 

145DSCN6279.JPG

 

Korfu miasto

 

Korfu Miasto

 

Korfu Miasto

 

Korfu Miasto

 

 

Stara Forteca w Korfu:

116SL373653.JPG

 

168SL373668.JPG

 

177SL373674.JPG

 

 

Monastyr Vlacherna:

179DSCN6314.JPG

 

190SL373676.JPG

 

203SL373686.JPG

 

 

Wąska uliczka w Korfu:

Wąska uliczka w Krfu

 

 

Przy basenie:

Przy basenie Korfu

 

381SL373778.JPG

 

 

W basenie:

473DSCN6630.JPG

 

384DSCN6512.JPG

 

458DSCN6609.JPG

 

 

Kavos:

Kavos

 

Kavos

 

 

Na plaży w Kavos:

282SL373743.JPG

 

285DSCN6381.JPG

 

Na plaży w Kavos

 

Na plaży w Kavos

 

333DSCN6438.JPG

 

Kavos plaża

 

 

Posiłek w barze w Kavos:

414DSCN6550.JPG

 

408DSCN6540.JPG

 

 

Wieczór w barze karaoke Famous Pub:

Famous Pub Kavos

 

 

Droga na plażę Arkoudilas:

Droga na plażę Arkoudilas

 

Droga na plażę Arkoudilas

 

 

Plaża Arkoudilas:

Plaża Arkoudilas

 

Plaża Arkoudilas

 

Arkoudilas Beach

 

Arkoudilas Beach

 

Arkoudilas Beach

 

 

Greckie wino:

Greckie wino

 

 

Kanał Miłości (Canal D'Amour):

Kanał Miłości

 

Kanał Miłości

 

Kanał Miłości

 

Kanał Miłości

 

Kanał Miłości

 

Canal D'Amour

 

 

Paleokastritsa:

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa Klasztor

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa Muzeum

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

Paleokastritsa

 

 

Jedzonko:

Angielskie śniadanie

 

794DSCN7061.JPG

 

782DSCN7042.JPG


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ateny- Grecja 2015

sobota, 18 kwietnia 2015 17:15

 

Wielkanoc 2014 chyba zawsze będzie mi się kojarzyć tylko z jednym – z promocją Air Fast Ticket. Przez tydzień przed Wielkanocą AFT przesyłało kody zniżkowe o wartości 20 €/$, 30 €/$ a nawet 60 $ na rezerwację biletów lotniczych lub hoteli. Dzięki temu spałam za darmo m.in. w Novotelu w Poznaniu czy w Grand Mercure w Warszawie.  Jednak najlepsze, co udało mi się zarezerwować to darmowe loty dla dwóch osób do Aten.

 

Minęło 10 miesięcy. Nadszedł luty 2015. Większość osób korzystających z promocji AFT już o niej zapomniało, a dla nas właśnie wtedy rozpoczęła się ta najważniejsza podróż.

 

23 lutego, czyli dzień przed wylotem, udałyśmy się Polskim Busem do Warszawy. Nocowałyśmy w hostelu Downtown Warsaw. Standard hostelu pozytywnie mnie zaskoczył.  Dostałyśmy pokój z prywatną łazienką, do dyspozycji była też wspólna kuchnia. W hostelu codziennie wieczorem organizowane są jakieś rozrywki. W dniu naszego pobytu częstowano racuchami. Po za tym hostel ma bardzo dobrą lokalizację – znajduje się w samym centrum Warszawy.  Nocleg w Downtown Warsaw kosztował 35$, ale my miałyśmy go za darmo, ponieważ kiedyś  z serwisu hotels.com otrzymałam kupon na 35$ w ramach przeprosin za niedogodności i teraz postanowiłam go wykorzystać.

 

Następnego dnia rano udałyśmy się na lotnisko im. Fryderyka Chopina. Wylot był o godz. 10.50. Leciałyśmy linią Aegean Airlines. Jest to 6 linia lotnicza, którą miałam okazję lecieć. Mimo, że lot do Aten trwa tylko 2,5 godz. na pokładzie serwowany jest darmowy posiłek.

Po przylocie i przestawieniu zegarków o godzinę do przodu była już 14.30. Aby dojechać z lotniska do hotelu korzystałyśmy z metra. Bilet lotniskowy kosztuje 14 € dla dwóch osób. Linią niebieską (3) dojechałyśmy do stacji Syntagma, a tam przesiadłyśmy się na linię czerwoną (2) i wysiadłyśmy na stacji Metaxourghio. Zamieszkałyśmy w hotelu Neos Olympos. Hotel ma bardzo ładny wystrój, stylizowany jest na starodawny.  W całym budynku wi-fi jest darmowe. Za cztery doby w pokoju dwuosobowym z prywatną łazienką + śniadania zapłaciłyśmy 80 €, czyli zaledwie 10 € za noc od osoby! Lokalizacja hotelu też jest bardzo dobra. Odległość od głównego placu Aten - Monastiraki wynosi 1,5 km. Do większości atrakcji miasta można dojść na piechotę. My, podczas całego  naszego pobytu w Atenach, z metra korzystałyśmy zaledwie 2 razy i to tylko dlatego, że akurat się spieszyłyśmy. Bilet na przejazd kosztuje 1,2 €.

 

Następnego dnia rozpoczęłyśmy zwiedzanie Aten. Po raz pierwszy postanowiłam pójść z duchem czasu i zamienić papierową mapę na nawigację gps w telefonie. Była to dobra decyzja. Oszczędziłyśmy czas, nogi i nerwy. Nawigacja radziła sobie bardzo dobrze w wąskich i krętych uliczkach Aten, ani razu nie zabłądziłyśmy. Jedynie na rondach miałyśmy problem ze znalezieniem właściwego „zjazdu”, ale zawsze się udało. Korzystałam z aplikacji Navigator.

Najpierw udałyśmy się przed budynek Parlamentu. Akurat była pełna godzina i odbywała się zmiana warty.  Następnie poszłyśmy na stadion Panatenejski, gdzie w 1896 r. odbyły się pierwsze Igrzyska Olimpijskie. Stadion był wykorzystywany także podczas Igrzysk w 2004 r. Wstęp kosztuje 3 €. Wiem, że są sprzeczne opinie, co do tego, czy warto płacić za wstęp, ponieważ wszystko dobrze widać przez ogrodzenie. Ja weszłam i nie żałuję. Po zwiedzaniu stadionu poszłyśmy do świątyni Zeusa Olimpijskiego. Kupiłyśmy bilet wstępu za 12 €, który umożliwia zwiedzanie najważniejszych zabytków Aten (m.in. Akropolu, Agory Greckiej i Rzymskiej). Kolumny, które pozostały po Olimpiejonie robią wrażenie. Są bardzo wysokie. Potem udałyśmy się na większą atrakcję Aten, czyli wzgórze Akropol. Znajdują się tutaj Teatr Dionizosa, gdzie zobaczyć można dobrze zachowane kamienne krzesła, odeon Heroda Attyka (niestety można go oglądać tylko z daleka), a także propyleje, czyli tzn. bramę, korytarz z kolumn po przejściu, którego naszym oczom ukazuje się ta najważniejsza budowla – Partenon. Świątynia została zbudowana w V w. p. n.e. w porządku doryckim. Poświęcona została bogini Atenie. Naprzeciwko Partenonu znajduje się Erechtejon. Jest to przykład architektury jońskiej. Najciekawiej prezentuje się południowy portyk, gdzie tradycyjne kolumny zastąpiono kariatydami, czyli podporami w kształcie kobiet.  Z Akropolu rozpościera się wspaniały widok na całe Ateny. Następnie udałyśmy się na wzgórze Areopag. Tego dnia była przepiękna pogoda, było słonecznie i ciepło. Siedziałyśmy, więc chwilę na skale odpoczywając i opalając się. Po zwiedzaniu poszłyśmy  posilić się do restauracji Thanasisa. Gyros z kurczaka w picie kosztował 2,4 €. Oto czy znajdziecie to miejsce nie musicie się martwić. Restauracja zajmuje całą ulicę od placu Monastiraki.

 

Następnego dnia poszłyśmy się na wzgórze Likavitos. Przed wyjazdem do Aten szukałam informacji na temat tego, jak najłatwiej wejść na wzgórze, od której strony, itp. ale żadnej konkretnej informacji nie znalazłam. A wjazd kolejką odpadał - toż to grzech wjeżdżać wzgórze mierzące niespełna 300 m n.p.m. Dlatego teraz postaram się opisać drogę, którą wchodziłyśmy. Metrem dojechałyśmy do stacji Evengelismos. Następnie należy skręcić w ulicę Ploutarchou i iść cały czas prosto aż do dolnej stacji kolejki Teleferik. Ulica ta, to tak naprawdę mnóstwo schodów, które musimy pokonać. Stojąc przed Teleferik skręcamy w lewo, w kierunku znaku drogowego ślepa uliczka. Tam, po prawej stronie, zobaczycie schodki, którymi należy podążać i od tego momentu ścieżka sama poprowadzi was na szczyt Likavitos. Na szczycie znajduje się  biały kościółek Agios Georgios oraz kawiarnia, a po drugiej stronie wzgórza – teatr. Popołudniu pogoda się popsuła. Zaczęło padać. Można wręcz powiedzieć, że to było oberwanie chmury, bo woda na ulicach sięgała do kostek. Wieczorem spacerowałyśmy po centrum Aten w poszukiwaniu ciekawych pamiątek dla siebie i bliskich. Kupiłyśmy miniaturkę Partenonu (12€), kubek (5€), maskotkę (3,50€)  oraz dwa ołówki (po 0,5€). Zakupy te zrobiłyśmy na ulicy Adrianou. Pamiątki były tu o wiele tańsze niż w innych miejscach. Gdy wracałyśmy do hotelu było już po zmroku, zatrzymałyśmy się więc na chwilę na placu Monastiraki i podziwiałyśmy oświetlony Akropol. I przy okazji kupiłyśmy 1 kg pysznych pomarańczy.

 

Kolejnego dnia wstałyśmy wcześniej niż zazwyczaj, ponieważ według prognozy pogody popołudniu znów miało padać. W planach miałyśmy zwiedzenie agory rzymskiej i greckiej. Było to już nasze trzecie podejście.  Agory otwarte są dla zwiedzających tylko do godziny 15. Niestety w poprzednich dwóch dniach zjawiałyśmy się przy branie wejściowej po tej godzinie. I nie tylko my. Wielu turystów z żalem patrzyło na tabliczkę, na której podane były godziny otwarcia  i odchodziło ze spuszczonymi głowami.  Natomiast trzeciego dnia już musiało nam się udać.  Agora rzymska jest o wiele mniejsza od greckiej, ale równie ciekawa. Mimo, że większość widać z ulicy przez ogrodzenie, moim zdaniem zdecydowanie warto wejść na jej teren. W końcu nie po to przyjeżdża się do Aten, aby podziwiać starożytne zabytki przez płot. Agora grecka to bardzo duży teren. Przy wejściu rozdawane są mapy. Najbardziej znaną budowlą jest świątynia Hefajstosa. Wrażenie robi to, jak dobrze jest zachowana. Warta zobaczenia jest także Stoa Attalosa. Na piętrze budynku znajduje się Muzeum Agory. Kolejnym miejscem, jakie miałyśmy odwiedzić tego dnia było Narodowe Muzeum Archeologiczne. Po drodze zatrzymałyśmy się w kawiarni na pyszne ciastko z serem feta za 1,8€. Wstęp do muzeum kosztuje 7 €, ale mi udało się wejść za darmo. W muzeum zgromadzone są eksponaty z różnych epok, zobaczyć można rzeźby, ceramikę, malowidła, biżuterię, itp.

 

Ostatniego dnia, przed godziną 6 rano, opuściłyśmy hotel i metrem udałyśmy się na lotnisko. Lot odbył się punktualnie i w Warszawie wylądowałyśmy o 10.

 

Ateny nie są drogim miastem. Nie tylko nocleg w hotelu kosztował mało. Pozytywnie zaskoczyły mnie też ceny posiłków i przekąsek w lokalach. 

Pobyt w Atenach uważam za bardzo udany. Szkoda tylko, że pogoda trochę pokrzyżowała nam plany i nie pojechałyśmy do portu w Pireusie. 

 

 

Hotel Neos Olympos:

Hotel Neos Olympos

 

 

12SL372630 [1280x768].JPG

 

 

35SL372847.JPG

 

 

Kręcone schody w hotelu:

SCN4853i [1280x768].jpg

 

 

 

W pokoju hotelowym:

19DSCN4637i [1280x768].jpg

 

 

 

Zmiana warty przed Parlamentem:

50DSCN4658 [1280x768].jpg

 

 

Z wartownikiem:

Z wartownikiem przed Parlamentem Greckim w Atenach

 

 

Stadion Panatenejski:

69DSCN4675 [1280x768].jpg

 

Na Stadionie Panatenejskim w Atenach

 

Na Stadionie Panatenejskim w Atenach

 

 

Świątynia Zeusa Olimpijskiego:

Świątynia Zeusa Olimpijskiego w Atenach

 

Świątynia Zeusa Olimpijskiego w Atenach

 

 

Wzgórze Akropol:

Wzgórze Akropol

 

 

 

Odeon Heroda Attyka:

 Odeon Heroda Attyka

 

 Odeon Heroda Attyka

 

 

Propyleje:

Propyleje w Atenach

 

Propyleje w Atenach

 

 

Partenon:

Partenon w Atenach

 

 

Erechtejon:

Erechtejon

 

 

Widok z Akropolu:

SL372695 [1280x768].JPG

 

 

Schody prowadzące na wzgórze Likavitos:

Schody prowadzące na wzgórze Likavitos:

 

 

W drodze na wzgórze Likavitos:

198SL372731 [1280x768].JPG

 

 

Na wzgórzu Likavitos:

203SL372743 [1280x768].JPG

 

Na wzgórzu Likavitos

 

 

Kościół Agios Georgios:Kościół  Agios Georgios

 

 

Teatr Dionizosa:

Teatr Dionizosa

 

Teatr Dionizosa

 

Rzeźba Dionizosa

 

 

Na głównym Placu Aten - Monastiraki:

Plac Monastiraki

 

 

Agora Rzymska:

Agora Rzymska

 

Na Agorze Rzymskiej

 

Na Agorze Rzymskiej

 

 

Świątynia Hefajstosa na Agorze Greckiej:

Świątynia Hefajstosa

 

 

Agora Grecka:

Agora Grecka

 

Na Agorze Greckiej

 

 

Stoa Attalosa:

Stoa Attalosa

 

 

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach:

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

 

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

 

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

 

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

 

Narodowe Muzeum Archeologiczne w Atenach

 

 

Nasze pamiątki:

384DSCN4859 [800x600].jpg

 

386DSCN4911 [800x600].jpg

 

383DSCN4750 [800x600].jpg

 

 

 

DATA PODRÓŻY: 24-28.02.2015 r.

 


oceń
3
4

komentarze (1) | dodaj komentarz

Paryż - Francja 2014

sobota, 18 kwietnia 2015 17:02

 

Lot z Palma de Mallorca do Paryża trwał niespełna dwie godziny, więc minął  bardzo szybko. Po godz. 17 wylądowaliśmy na lotnisku Paryż Orly. Aby dotrzeć do hotelu najpierw korzystaliśmy z tramwaju nr 7, a następnie przesiedliśmy się do metra. Jest to zdecydowanie najtańsza opcja - 2,74 €, (pakiet 10 biletów jednorazowych do poruszania się po Paryżu kosztuje 13,70 €, a żeby dojechać z lotniska do centrum trzeba wykorzystać dwa bilety). Przejazd pociągiem, na który kierują wszyscy pracownicy lotniska kosztuje 11,65 €!

 

Zamieszkaliśmy w 3* Appart City Saint Maurice. Hotel znajduje się w spokojnej okolicy. Bez strachu mogliśmy wracać o 1 w nocy. Mieliśmy pokój z aneksem kuchennym, więc można było samemu przygotować posiłek. Za pobyt 3 osób przez 4 doby zapłaciliśmy 925 zł (płatność z góry w Polsce) + opłata klimatyczna 0,85 € os/doba (płatne na miejscu)

 

W Paryżu funkcjonuje system wypożyczania rowerów Velib. Bilet jednodniowy kosztuje zaledwie 1,7 €. Rower można wypożyczyć dowolną ilość razy w ciągu dnia, ale należy pamiętać, że każdy rower można mieć nie dłużej niż 30 min. Jeśli oddany go po tym czasie doliczane są dodatkowe opłaty. Rower ma bowiem służyć do przemieszczania się z punktu do punktu, a nie całodziennych wycieczek. Bilet najlepiej kupić przez Internet, wtedy unikniemy wysokiej  blokady na karcie.

 

8.06. zwiedzanie  Paryża rozpoczęliśmy od Opery Garnier. Opera prezentuje się bardzo okazale. Następnie udaliśmy się do Luwru. Od jednego z czarnoskórych sprzedawców kupiliśmy dużą wieżę Eiffla za 10 €. Inni nie chcieli nawet słyszeć o takiej cenie, a on dorzucił nam gratis jeszcze dwie małe wieżyczki-breloczki. Następnie  idąc w kierunku Notre Dame przeszliśmy przez most Pont des Arts. Jest to most biegnący przez Sekwanę, na którym zakochani przypinają kłódki. Muszę przyznać, że ilość kłódek robi ogromne wrażenie. Katedra Notre Dame to kolejny obowiązkowy punkt wizyty w Paryżu. Następnie udaliśmy się zobaczyć Panteon, a stamtąd do Ogrodów Luksemburskich. W ogrodach odpoczęliśmy chwilę na ławeczce w cieniu. Akurat był jakiś koncert, więc można było posłuchać muzyki. Potem poszliśmy zobaczyć Pałac Luksemburski i znajdujące się przed nim sztuczne jezioro, na którym dzieci puszczają żaglówki. Ostatnim punktem na naszej trasie było Centre Pompidou. To awangardowy budynek, którego wszystkie rury i przewody są widoczne na zewnątrz. Całą trasę po Paryżu pokonaliśmy pieszo. Tego dnia zużyliśmy tylko 2 bilety na metro na dojazd z/do hotelu.

 

Następnego dnia najpierw udaliśmy się do Bazyliki Sacre-Coeur. Jest ona położona na wzgórzu Montmartre, z którego podziwiać można panoramę Paryża. Następnie zobaczyliśmy słynny kabaret Moulin Rouge. Stamtąd metrem pojechaliśmy na Pola Elizejskie. Jest to jedna z trzech najdroższych na świecie alei handlowych. Polami Elizejskimi doszliśmy do Łuku Triumfalnego. Następnie udaliśmy się na taras przy Palais de Chaillot, z którego można podziwiać Wieżę Eiffla. Wieczorem spacerowaliśmy po Polach Marsowych, które są jednym z ulubionych miejsc paryżan na piknik.

 

Kolejny dzień był trochę luźniejszy, ponieważ w poprzednich dniach udało nam się zrealizować plan zwiedzania w 100 %. Udaliśmy się zobaczyć słynny dom handlowy Galeries Lafayette. Do galerii warto się udać choć by po to, aby zobaczyć jej niesamowite wnętrze. Wieczorem udaliśmy się na spacer wzdłuż Sekwany. Czas umilały nam występy zespołów i pokazy taneczne. Po zmroku pojechaliśmy pod Wieżę Eiffla, aby tym razem podziwiać ją oświetloną. Na tarasie przy Palais de Chaillot ludzi było jeszcze więcej niż w dzień! Gdy wybiła pełna godzina, wieża zaczęła migotać. Wyglądało to niesamowicie i zrobiło na mnie ogromne wrażenie. To była przepiękna, ostatnia nasza noc w Paryżu.

 

W środę, 11.06. opuściliśmy hotel i metrem pojechaliśmy do Porte Maillot. To stamtąd ruszają autobusy na lotnisko Beauvais. Na lotnisku zapakowaliśmy trzy nasze walizki jako jeden bagaż rejestrowany. Z małymi bagażami podręcznymi udaliśmy się do kontroli bezpieczeństwa. Jeszcze przed kontrolą pracownicy lotniska sprawdzali wymiary bagażów. Pierwszy raz się z tym spotkałam, mimo, że to nie była moja pierwsza wizyta na tym lotnisku. Lot odbył się planowo i w Poznaniu wylądowaliśmy o 16. Przejazd z lotniska na dworzec PKP ponownie mieliśmy za darmo, dzięki promocji Blacklane.

 

Oto zdjęcia z Paryża.

 

 

Opera Garnier:

D:\Moje dokumenty\Moje obrazy\Majorka i ParyĹź 2-11.06.2014\SL371988 [800x600].jpg

 

 

Luwr:

DSCN3999 [800x600].jpg

 

DSCN3988 [800x600].jpg

 

SL371998 [800x600].jpg

 

 

Katedra Notre Dame:

DSCN4036 [800x600].jpg

 

 

Most Pont des Arts, na którym zakochani przypinają kłódki:

DSCN4023 [800x600].jpg

 

SL372003 [800x600].jpg

 

 

W Ogrodzie Luksemburskim:

DSCN4057.jpg

 

SL372015 [800x600].jpg

 

 

Centre Pompidou:

Pompidou-Centre [800x600]-001.jpg

 

 

Przy Bazylice Sacre-Coeur:

DSCN4080 [800x600].jpg

 

 

Widok ze wzgórza Montmartre:

DSCN4083 [800x600].jpg

 

 

Kabaret Moulin Rouge:

SL372021 [800x600].jpg

 

 

Na wypożyczonym rowerze:

DSCN4113 [800x600].jpg

 

DSCN4121-002.jpg

 

 

Przy sklepie na Polach Elizejskich:

SL372029 [800x600].jpg

 

 

Przy Łuku Triumfalnym:

SL372031 [800x600].jpg

 

DSCN4134 [800x600]o.jpg

 

 

 Przed pałacem Palais de Chaillot:

SL372065 [800x600].jpg

 

 

Wieża Eiffla:

SL372039 [800x600].jpg

 

DSCN4181 [800x600].jpg

 

 

Przed Wieżą Eiffla:

SL372047 [800x600].jpg

 

SL372058 [800x600].jpg

 

DSCN4163.jpg

 

 

Galeries Lafayette:

DSCN4206 [800x600].jpg

 

DSCN4205 [800x600].jpg

 

 

Wieża Eiffla nocą:

DSCN4224 [800x600].jpg

 

 

Migocząca Wieża Eiffla:

DSCN4230 [800x600].jpg

 

 

Nasz hotelowy pokój:

SL372089 [800x600].jpg

 

 

Francuskie winko:

SL372076 [800x600].jpg

 

 

 Wieża, którą kupiliśmy:

D:\Moje dokumenty\Moje obrazy\Majorka i Paryż 2-11.06.2014\DSCN4253i.jpg

 

 

DATA PODRÓŻY: 7-11.06.2014

 


oceń
5
5

komentarze (0) | dodaj komentarz

Majorka - Hiszpania 2014

sobota, 18 kwietnia 2015 17:02

 

Tym razem postanowiłam połączyć w jednym wyjeździe wypoczynek nad morzem ze zwiedzaniem miasta. Polecieliśmy na Majorkę, a stamtąd do Paryża.

Nasza podróż wygląda następująco:

 

2.06.2014 – Poznań – Palma de Mallorca (Ryanair, 211 zł)

7.06.2014 – Palma de Mallorca – Paryż Orly (Vueling, 150 zł)

11.06.2014 – Paryż Beauvais – Poznań (Wizz Air, 70 zł)

 

Mimo złych doświadczeń w jeździe pociągiem do miasta wylotu, zdecydowaliśmy się właśnie na ten środek lokomocji. Tym razem pociąg nie miał awarii i w Poznaniu byliśmy na czas. Na dworcu już czekał na nas kierowca z Blacklane (firma oferująca przejazdy limuzynami). Dzięki promocyjnemu kodowi na 30 €, przejazd na lotnisko mieliśmy za darmo. 

O 9.50 wylecieliśmy na Majorkę. Pewien pasażer postanowił uatrakcyjnić monotonny lot i na pokładzie oświadczył się swojej wybrance. Został przyjęty, a pozostali pasażerowie nagrodzili parę gromkimi brawami. W Palmie de Mallorca wylądowaliśmy o 12.40. Nie mieliśmy bagażu rejestrowanego, więc od razu udaliśmy się do hali przylotów. Transfer z lotniska do hotelu zamówiłam przez stronę www.a2btransfers.com. Koszt przejazdu to ok. 25 zł od osoby. Tym razem nie czekał na nas Pan z karteczką (do czego się przyzwyczailiśmy), tylko sami musieliśmy odnaleźć biuro firmy. Tam przekazano nam numer autobusu, do którego mieliśmy się udać. Podróż z lotniska do Puerto de Alcudia, gdzie znajdował się nasz hotel, trwała ok. godziny. 

 

Zamieszkaliśmy w hotelu Bellevue Club. Hotel zajmuje ogromny teren, ok. 25 hektarów. Przyznam, że przez 5 dni pobytu nawet całego nie obeszliśmy. Hotel składa się z kilkunastu budynków, każdy z inną nazwą. My mieszkaliśmy w Minerva II. Hotel posiada 8 basenów +2 dla dzieci, wiele barów, sklepów, korty tenisowe. Za pośrednictwem booking.com zarezerwowałam apartament typu studio, więc jakie było nasze zdziwienie, gdy weszliśmy do środka i zobaczyliśmy wiele drzwi. Okazało się, że dostaliśmy apartament z dwiema sypialniami, salonem, kuchnią i łazienką. Za 5 dób dla 3 osób zapłaciliśmy 204€. Wiem, że można było taniej, ale zależało nam na bezpłatnej anulacji, a tylko booking.com dawał taką możliwość. Hotel Bellevue ma bardzo dobrą lokalizację, położony jest nad jeziorem. Z naszego pokoju na 5 piętrze mogliśmy podziwiać i jezioro i rzekę i główną ulicę handlową.

 

Po rozpakowaniu i odpoczynku udaliśmy na spacer po Puerto de Alcudia. Wieczorem poszliśmy zrobić zakupy w supermarkecie Eroski. Jest to najtańszy sklep na Majorce.

Przykładowe ceny:
Woda 6 l – najtańsza 0,69 €, ale była wiecznie wyprzedana, więc kupowaliśmy po 0,99 €.
Woda 0,5 l- 0,20 €
Bagietka - 0,45 €
Jajka 9 szt. – 1,09 €
Banany 1 kg - 0,69 € (promocja)

 

Drugi dzień naszego pobytu na Majorce to był wtorek. Jeszcze będąc w Polsce, znalazłam w Internecie informację, że we wtorki w Alcudii odbywa się targ. Było więc z góry postanowione, że tego dnia musimy się tam wybrać. Targ jest bardzo klimatyczny, ponieważ duża część stoisk znajduje się w wąskich i uroczych uliczkach Alcudii. Asortyment na targu jest bardzo urozmaicony. Można tam kupić wszystko, od owoców i warzyw, po ubrania, torebki i kosmetyki. Jednak ceny nie były zbyt atrakcyjne. Niektóre przedmioty widzieliśmy w niższej cenie w sklepikach niedaleko hotelu. Tak, więc nic nie kupiliśmy, ale uważam, że warto było pójść na targ chociażby dla zobaczenia Alcudii.

 

Trzeci dzień postanowiliśmy przeznaczyć na odpoczynek. Dwie godziny spędziliśmy przy basenie. Następnie udaliśmy się na plażę. Plaża jest piaszczysta, a morze piękne, krystalicznie czyste i ciepłe. Można było iść kilkadziesiąt metrów w głąb morza, a woda nadal sięgała do kolan. Świetna sprawa. Strasznie mi się to podobało. Nie bez powodu plaża ta nazywana jest jedną z najlepszych na Majorce. Leżaki na plaży są oczywiście płatne. Zestaw dwa leżaki i parasol kosztuje 9 €.

 

O godz. 17 byliśmy umówieni na odbiór samochodu. Auto zarezerwowałam przez Internet w wypożyczalni Vanrell. Była to jedyna wypożyczalnia, która spełniała nasze wymagania: bezpłatny odbiór w Puerto de Alcudia, a zwrot na lotnisku, brak depozytu za paliwo i brak konieczności posiadania karty kredytowej. Wypożyczenie samochodu z grupy A na 3 doby kosztowało 75 €, ale dodatkowo wzięliśmy jeszcze ubezpieczenia szyb i lusterek za 4 €/doba, więc razem wyszło 87 €.  Podpisaliśmy dokumenty i bez problemu otrzymaliśmy kluczyki do małego Twingo. Samochód może nie grzeszył wyglądem, ale dobrze się sprawował na górskich drogach i był bardzo ekonomiczny. 

 

Następnego dnia wybraliśmy się na całodzienną wycieczkę samochodową po Majorce. Pierwszym punktem naszej podróży była Sa Calobra. Aby dojechać do tej pięknej zatoki należy pokonać setki ostrych zakrętów. Do tego trzeba uważać na kolarzy, których na całej Majorce jest, co nie miara. Która droga jest straszniejsza: dojazd do Tizi n Tichka w Maroku czy do Sa Calobra? Chyba jednak Tizi n Tichka.

Warto pokonać te serpentyny, bo po dojeździe do Sa Calobra naszym oczom ukazuje się przepiękny widok – skały otoczone turkusowym morzem. Przechodząc przez tunele wydrążone w skale docieramy na uroczą plażę. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce!

Następnie pojechaliśmy do Port de Soller. Nigdzie nie było wolnych miejsc do zaparkowania, więc pojechaliśmy na płatny parking. Za trochę ponad godzinę zapłaciliśmy 1 €.

Kolejnym punktem na naszej trasie była miejscowość Fornalutx. Można się tam poczuć tak, jakbyśmy przenieśli się czasie. Kamienne domy z zielonymi okiennicami, wąskie uliczki ozdobione donicami pełnymi kwiatów, kamienne schody. Miasteczko ma niezwykły klimat, który bardzo mi się podoba. 

Tego dnia żar lał się z nieba, a to potęgowało zmęczenie. Mieliśmy jechać jeszcze do Valldemossy, ale brak sił i obawa, że zabraknie nam paliwa, sprawiły, że zrezygnowaliśmy. Przez całą trasę Alcudia - Sa Calobra – Port de Soller – Fornalutx nie było ani jednej stacji benzynowej! Z Formalutx pojechaliśmy, więc prosto do Palmy de Mallorca. Największe wrażenie w stolicy Majorki zrobiła na nas Katedra La Seu. 

Pełni wrażeń wróciliśmy wieczorem do naszego hotelu w Puerto de Alcudia.

 

Następnego dnia pojechaliśmy na Przylądek Formentor. Znów trzeba było pokonać wiele zakrętów i jechać wąską drogą nad przepaściami, ale dojazd nie jest aż tak wymagający jak do Sa Calobra, a przede wszystkim jest krótszy. Po drodze warto zatrzymać się w punkcie widokowym Mirador del Colomer, którego rozpościera się wspaniały widok na przylądek. Pojechaliśmy jeszcze na szczyt do strażnicy Talaia d’Alberciux. Ostatnie kilkaset metrów pokonaliśmy pieszo, bo tam już nie było żadnej barierki zabezpieczającej! Ale zdecydowanie warto, widoki spektakularne.

 

W sobotę, 7.06. przyszedł czas na opuszczenie Majorki. Check-out mieliśmy o godz. 12, więc postanowiliśmy wykorzystać jeszcze poranne godziny. Samochodem pojechaliśmy do portu w Puerto de Alcudia.

Punktualnie o 12 wróciliśmy do hotelu, załadowaliśmy bagaże do samochodu, wymeldowaliśmy się i wyruszyliśmy na lotnisko. Mimo, że to 60 km, droga minęła szybko, ponieważ cały czas jedzie się autostradą. Co ważne – autostrady na Majorce są darmowe. Nie doceniliśmy naszego samochodu. Na paliwo wydaliśmy 40 €, a samochód był tak ekonomiczny, że wystarczyłby zatankować o 5-10 € mniej.

 

 

Oto zdjęcia z pięknej i różnorodnej Majorki.

 

 

Część hotelu, Minerva II, w której mieszkaliśmy:

DSCN3709 [800x600].jpg

 

 

Na terenie hotelowym:

DSCN3923 [800x600].jpg

 

DSCN3921 [800x600].jpg

 

 

Przy hotelowym barze Black&White:

DSCN3925 [800x600].jpg

 

 

W salonie naszego apartamentu:

DSCN3911 [800x600].jpg

 

 

Widok z balkonu:

SL371735 [800x600].jpg

 

SL371737 [800x600].jpg

 

SL371758i [800x600].jpg

 

 

Przy hotelowym basenie:

DSCN3704 [800x600].jpg

 

SL371797 [800x600].jpg

 

 

Jeden z basenów był przepięknie położony nad jeziorem:

SL371787 [800x600].jpg

 

SL371773 [800x600].jpg

 

 

Przy basenie:

DSCN3691 [800x600].jpg

 

DSCN3686 [800x600].jpg

 

 

 Plaża w Puerto de Alcudia:

SL371811 [800x600].jpg

 

DSCN3719 [800x600].jpg

 

SL371889 [800x600].jpg

 

 

Na plaży:

SL371892 [800x600].jpg

 

SL371807 [800x600].jpg

 

SL371808 [800x600].jpg

 

 

Kąpiel w Morzu Śródziemnym:

SL371825i [800x600].jpg

 

D:\Moje dokumenty\Moje obrazy\Majorka i ParyĹź 2-11.06.2014\SL371823.JPG

 

W Morzu Śródziemnym na Majorce.

 

 

Stare Miasto w Alcudii:

Alcudia [800x600].jpg

 

SL371721 [800x600].jpg

 

 

Targ w Alcudii:

DSCN3654 [800x600].jpg

 

 

Droga, którą trzeba pokonać, aby dojechać do zatoki Sa Calobra:

Sa-Calobra-4 [800x600].jpg

 

 

Zatoka Sa Calobra:

SL371916 [800x600].jpg

 

SL371904 [800x600].jpg

 

 

Tunel wydrążony w skale, którym można dojść do plaży:

DSCN3787 [800x600].jpg

 

 

Plaża w zatoce Sa Calobra:

SL371921 [800x600].jpg

 

 

Port de Soller:

SL371929 [800x600].jpg

 

SL371941 [800x600].jpg

 

 

Słynny drewniany tramwaj kursujący między Port de Soller, a Soller:

SL371930 [800x600].jpg

 

 

Fornalutx - niezwykle urokliwe, kamienne miasteczko:

SL371950ii [800x600].jpg

 

DSCN3806 [800x600].jpg

 

DSCN3808 [800x600].jpg

 

SL371952 [800x600].jpg

 

 

Przy katedrze La Seu w Palmie de Mallorca:

katedra-palma-2 [800x600].jpg

 

SL371960 [800x600].jpg

 

 

Widoki z punktu widokowego Mirador des Colomer oraz Przylądku Formentor:

DSCN3841 [800x600].jpg

 

SL371978 [800x600].jpg

 

SL371971 [800x600].jpg

 

DSCN3857 [800x600].jpg

 

SL371975 [800x600].jpg

 

DSCN3876 [800x600].jpg

 

DSCN3867i [800x600].jpg

 

SL371985-001 [800x600].jpg

 

 

 W porcie w Puerto de Alcudia:

DSCN3938 [800x600].jpg

 

DSCN3953 [800x600].jpg

 

 

W Eroski kupiliśmy dwa hiszpańskie winka:

SL371744 [800x600].jpg

 

SL371961 [800x600].jpg

 

 

Nasz samochód z wypożyczalni Vanrell:

SL371979 [800x600].jpg

 

 

Mapa kompleksu hotelowego BelleVue (w pierwszym kółeczku zaznaczona jest recepcja, a w drugim nasz budynek Minerva II):

http://s7.postimg.org/c90eamj1n/600_DSCN4241i.jpg

 

 

DATA PODRÓŻY: 2-7.06.2014

 

 


oceń
2
5

komentarze (2) | dodaj komentarz

Marrakesz - Maroko 2013

sobota, 18 kwietnia 2015 17:01

 

18 maja po śniadaniu opuściliśmy hotel w Agadirze. Oczywiście ze złapaniem taksówki nie było problemu. Gdy tylko pojawiliśmy się z walizkami przed hotelem, taksówki zaczęły wyrastać jak spod ziemi. Ustaliliśmy, że na przejazd z hotelu na dworzec autobusowy przeznaczymy 20 MAD. Udało nam się wytargować taką cenę z trzecim czy czwartym taksówkarzem. Gdy tylko wysiedliśmy z taksówki przed dworcem, od razu pojawił się naganiacz i zaprowadził nas do kasy biletowej przewoźnika Itur. Zaproponowano nam przejazd z Agadiru do Marrakeszu za 70 MAD od osoby. Nie zgodziliśmy się od razu, poszliśmy popytać w innych okienkach, ale nigdzie nie znaleźliśmy niższej ceny (u znanego przewoźnika CTM trasa ta kosztuje 100 MAD). Wróciliśmy, więc i zgodziliśmy się na te 70 MAD. Autobus wyruszył o 9.30. Podróż z jedną półgodzinną przerwą trwała ok. 4 godzin.

 

Hotel w Marakeszu zarezerwowałam przez Internet. Wahałam się między dwoma hotelami – hotelem Ali przy Jemaa El Fna (głównym placu Marrakeszu) i luksusowym 4*,ale oddalonym od placu o ok. 3 km. Oba były w tej samej cenie. Ostatecznie zdecydowałam się na ten pierwszy, jednak całą drogę z Agadiru do Marrakeszu zastanawiałam się czy to dobry wybór. Wszystkie wątpliwości minęły gdy na własne oczy zobaczyłam lokalizację hotelu i weszłam do pokoju. Był tak przytulny i ładny. A gdy wyszłam na balkon to już w ogóle byłam w niebie. Jemaa El Fna na wyciągnięcie ręki! Nie tylko pokój – cały hotel Ali zrobił na mnie dobre wrażenie. Ładne patio wewnątrz i taras na dachu, z którego można było podziwiać panoramę Marrakeszu. Za 3 noclegi w pokoju trzyosobowym + śniadania zapłaciliśmy 135 €.

 

Resztę pierwszego dnia pobytu spędziliśmy spacerując po medinie i soukach. To niesamowite jak w tych wąskich uliczkach wśród tłumów ludzi przejeżdżają szaleni kierowcy motorków, ba, nawet konie się tam pojawiają. Stale słychać dźwięk klaksonów, nie wiadomo, czy patrzyć przed siebie, za siebie czy na stoiska z towarami. Na szczęście są też uliczki, w które wstęp mają tylko piesi. Mimo opinii wszystkich, jak to łatwo się zgubić, wcale nie jest tak łatwo. My nie zgubiliśmy się ani razu, a chodziliśmy po całym souku.

 

Czas podsumować nasze zakupy.

Na souku w Agadirze:

 

Olejek arganowy – 20 MAD

Torebka ze skóry – 120 MAD (po długim targowaniu)

Japonki – 60 MAD

 

 

Na souku w Marrakeszu:

Balerinki ze skóry – 100 MAD

Portfel ze skóry  – 90 MAD

 

i żałuję, że nie kupiłam dużo więcej, bo gdy teraz wchodzę do sklepu w Polsce i widzę balerinki z eko-skóry za 70 zł to aż głowa boli.

 

Drugiego dnia zwiedzaliśmy miasto. Udaliśmy się do Pałacu Bahia. Wstęp kosztuje 10 MAD od osoby. Można zwiedzać dziedzińce i komnaty pałacu oraz zobaczyć cudne drzewka pomarańczowe w ogrodzie. Widzieliśmy też Pałac Badi, ale nie wchodziliśmy do środka. Popołudniu postanowiliśmy pojechać do Ogrodu Majorelle (wstęp kosztuje 50 MAD). Umówiliśmy się z taksówkarzem na 30 MAD w jedną stronę, godzinę na zwiedzanie ogrodu i 30 MAD w drugą. W ogrodzie znajduje się bujna roślinność i muzeum mieszczące się w niebiesko-żółtym  domku. Panuje tutaj cisza, spokój i przyjemny chłód. Można odpocząć od zgiełku miasta. Po powrocie do centrum Marrakeszu taksówkarz z niewiadomych powodów zażądał nie 60 MAD, a 100 MAD! Jednak po naszym ataku słownym ucichł, a my wysiedliśmy nie dopłacając ani dirhama. Wieczór po raz kolejny minął nam na spacerowaniu po placu Jemaa El Fna i po soukach.

 

20 maja pojechaliśmy na wycieczkę do Ajt Bin Haddu i Warzazat. Kupiliśmy ją w biurze podróży w Marrakeszu za 28 €. O 7 rano przed hotelem czekał nas bus, po drodze zabraliśmy jeszcze osoby z innych hoteli i pojechaliśmy na miejsce zbiórki. Tam zostaliśmy podzieleni na grupy: pierwsza grupa – osoby które kupiły wycieczkę bez noclegu (czyli my), druga – z jednym noclegiem, trzecia – z dwoma noclegami. Następnie każdej grupie został przydzielony bus.  Z nami jechały jeszcze dwie osoby z Holandii. Droga do Ajt Bin Haddu jest strasznie kręta. Przez 3 godziny jazdy przez Góry Atlas nie ma chyba 10 m prostej drogi, wiecznie zakręty i to nad przepaściami. Nie polecam osobom o słabych nerwach lub cierpiącym na chorobę lokomocyjną. Widoki za to były niesamowite. Kierowca wiele razy się zatrzymywał na, jak to nazywał, break-photo.  A faktycznie było co fotografować.  Domki w górach to lepianki z gliny, kobiety piorące w rzece i rozkładające pranie na kamieniach, rodziny jadące na osiołkach - absolutnie niespotykane widoki w Europie. Po kilku godzinach  i tysiącach zakrętów wjechaliśmy na wysokość 2260 m n.p.m. czyli przełęcz Tizi n Tichka. Teraz z góry mogliśmy podziwiać serpentyny, którymi jechaliśmy. Następnym  przystankiem było miejsce, gdzie stał mężczyzna z wielbłądami. Za drobną opłatą można było zrobić sobie z nimi zdjęcie, a za trochę większą (30 MAD) wsiąść na wielbłąda i nawet udać się w krótką przejażdżkę. Ja oczywiście skorzystałam. Po break-photo z wielbłądami pojechaliśmy już prosto do Ajt Bin Haddu. Tutaj znów spotkaliśmy się z osobami ze wszystkich busów. Ajt Bin Haddu jest to przepiękna osada położona na zboczu wzgórza. Kręcone tutaj było wiele filmów, m.in. Klejnot Nilu, Gladiator, Aleksander. Trafiliśmy na świetnego przewodnika, nie spieszył się, dawał nam czas na zdjęcie, robił minutowe przerwy w cieniu (było ok. 40 stopni!), a po za tym był mega sympatyczny i wyraźnie mówił po angielsku. Po zwiedzaniu była godzinna przerwa na lunch, ale nie było przymusu, każdy mógł iść gdzie chciał.  Potem znów wsiedliśmy do naszego busa i pojechaliśmy zwiedzać Warzazat. Ostatnim miejscem na break-photo było studio filmowe w Warzazat. Następnie udaliśmy się w podróż powrotną do Marrakeszu. Droga powrotna nie wydawała się już taka straszna. Zarówno my, jak i para Holendrów siedzieliśmy spokojnie i już bez emocji podziwialiśmy widoki za oknem. Jednak nie obyło się bez małego incydentu. Na jednym z tysięcy zakrętów nasz bus obtarł się z autobusem jadącym z naprzeciwka i w ten oto sposób zostaliśmy pozbawieni bocznego lusterka. Kierowca jednak szybko temu zaradził, wyjął zapasowe lusterko, przymocował i mogliśmy jechać dalej. Cała wycieczka choć męcząca, bo trwała 13 godzin, bardzo mi się podobała.

 

21 maja o 6 rano udaliśmy się na lotnisko. Zapłaciliśmy taksówkarzowi 70 MAD, pewnie można było jeszcze tę cenę obniżyć, ale po co skoro i tak musielibyśmy te pieniądze wydać na lotnisku, bo dirhamów nie wolno wywozić z Maroka. Samolot wystartował planowo o 7.55. W Bergamo wylądowaliśmy przed 12. Następny samolot do Poznania mieliśmy o 15.20. Czas na lotnisku, jak i w samolocie, tym razem minął błyskawicznie i o 17 byliśmy już w Polsce.

 

Marrakesz  jakże różni się od europejskich miast. Tysiące osób na placu, a wśród nich szalejące motorki, taksówki, dorożki, wozy zaprzężone w osiołki, panowie z taczkami. Istne szaleństwo! Ale tego właśnie oczekiwałam. Kocham miasta, które tętnią życiem 24 godziny na dobę, głośne i zwariowane, więc jak mogłabym nie zakochać się w Marrakeszu?! Choć zazwyczaj staram się nie wracać dwa razy w to samo miejsce, do Marrakeszu chcę polecieć jeszcze raz.

 

(1 MAD = ok. 40 groszy)

 

 

Pokój w hotelu Ali:

Maroko, 18.05.2013

 

 

Na tarasie na dachu hotelu - widok na Jemaa El Fna. Czy można sobie wymarzyć hotel w Marakeszu w lepszym miejscu?:

Maroko, 18.05.2013

 

 

Patio w hotelu:

Maroko, 20.05.2013

 

Maroko, 19.05.2013 

 

 

Na naszym balkonie:

Maroko, 18.05.2013

 

 

Meczet Kutubijja:

Maroko, 19.05.2013

 

 

Maroko, 19.05.2013 

 

 

 Drzewko pomarańczowe przed Pałacem Bahia:

Maroko, 19.05.2013

 

 

Na dziedzińcu Pałacu Bahia:

Maroko, 19.05.2013

 

 

Pałac Bahia:

Maroko, 19.05.2013

 

Maroko, 19.05.2013

 

 

Souk w Marrakeszu:

Maroko, 19.05.2013

 

Maroko, 19.05.2013

 

 

Ogród Majorelle:

Maroko, 19.05.2013

 

Maroko, 19.05.2013

 

Maroko, 19.05.2013

 

Maroko, 19.05.2013

 

 

Domy w Górach Atlas:

Maroko, 20.05.2013

 

 

 

Berberyjskie kobiety:

Maroko, 20.05.2013

 

 

Drogi - serpentyny na przełęczy Tizi n Tichka:

Maroko, 20.05.2013

 

 

W Górach Atlas, na wysokości 2260 m n.p.m.:

Maroko, 20.05.2013

 

 

W Górach Atlas:

Maroko, 20.05.2013

 

 

Na wielbłądzie:

Maroko, 20.05.2013

 

Maroko, 20.05.2013

 

 

Ajt Bin Haddu:

Maroko, 20.05.2013

 

Maroko, 20.05.2013

 

Maroko, 20.05.2013

 

Maroko, 20.05.2013

 

Maroko, 20.05.2013

 

 

Warzazat (Ouarzazate):

Maroko, 20.05.2013

 

 

Studio filmowe w Warzazat:

Maroko, 20.05.2013

 

 

Olejek arganowy:

Maroko

 

 

DATA PODRÓŻY: 18-21.05.2013

 

 


oceń
13
6

komentarze (1) | dodaj komentarz

Agadir - Maroko 2013

sobota, 18 kwietnia 2015 16:58

 

Po 4 latach ponownie stanęłam na afrykańskiej ziemi. Pierwszy raz była to Tunezja w 2009 roku, teraz, w 2013 r. znów zatęskniłam za tym, jakże innym światem. Wybór padł na Maroko. Bilety lotnicze kupiłam w lutym/marcu, ale tym razem nie będę się chwalić tak to tanio udało mi się je upolować. Nie było tanio, w porównaniu do moich poprzednich podróży mogę powiedzieć wręcz, że drogo. Koszt biletów lotniczych stanowił prawie połowę koniecznych wydatków, ale tak bardzo chciałam lecieć do Maroka, że była to jeszcze kwota do zaakceptowania.

 

14.04. Poznań – >Berlin Schonefeld  - 30 zł (Polski Bus)

14.05. Berlin Schonefeld –> Agadir – 49 € (EasyJet)

21.05. Marrakesz –> Mediolan Bergamo – 46 € (Ryanair)

21.05. Mediolan Bergamo -> Poznań – 15 € (Ryanair)

 

Nasza podróż zaczęła się 14 maja już o godzinie… 1.50 w nocy, wtedy ruszyliśmy w podróż do Poznania. Tam zostawiliśmy samochód na parkingu Polna/Rokietnicka i przesiedliśmy się do Polskiego Busa, którym udaliśmy się do Berlina na lotnisko Schonefeld. Po 7 byliśmy już na lotnisku. Oprócz nas jeszcze sporo Polaków czekało na lot do Agadiru. Wylot był o godz. 13. Przez 4 godziny i 50 minut lotu strasznie się wynudziłam.  Gdy wylądowaliśmy po cofnięciu zegarków w Agadirze była dopiero 16.50. Po licznych kontrolach paszportowo-wizowo-bagażowych i wymianie pierwszych euro w kantorze wyszliśmy na główny holl lotniska. Tam czekał na nas kierowca, który zawiózł nas do hotelu. Mieszkaliśmy w

4* hotelu Les Omayades. Rezerwacji dokonałam przez stronę hotels4u.com. Akurat trafiłam na promocję i transfer z lotniska do hotelu oferowany był za darmo. Za 4 noclegi w pokoju 3-osobowym z wyżywieniem HB zapłaciłam 198 €. Hotel ma dobrą lokalizację, blisko plaży i ulic handlowych.  Bardzo łatwo dojść do souku (Souk El Had) – czyli targu, na którym można kupić praktycznie wszystko. Przede wszystkim godne polecenia są wyroby ze skóry (torebki, plecaki, portfele, buty, paski, bransoletki, itp.), które można nabyć o wieeeele taniej niż w Polsce. Oczywiście targowanie obowiązkowe. Zakupy, a nawet sam spacer po souku, są tak wciągające, że my chodziliśmy tam codziennie.

 

Mieliśmy wyżywienie HB. Zarówno śniadania jak i obiadokolacje serwowane były w formie bufetu. Można było najeść się do syta. Na śniadanie oprócz zwykłych dań (pieczywo, płatki z mlekiem…) dostępne były tradycyjne marokańskie naleśniki, które hotelowa kucharka piekła na oczach gości. Można było polać je miodem. Bardzo mi smakowały i codziennie się nimi zajadałam. Do obiadokolacji za 15 MAD (ok. 6 zł) można było zamówić tradycyjną miętową herbatę. Mimo, że to relatywnie drogo, było warto, bo herbatka przepyszna.

 

W Agadirze spędziliśmy 4 dni. Minęły nam one na opalaniu, wypoczynku i zakupach.

 

Zaskoczona byłam tym, jak wielu Polaków musi przyjeżdżać do Maroka. Gdy pytano nas o narodowość, to wśród propozycji na pierwszym lub drugim miejscu zawsze pojawiała się Polska. W dodatku w Agadirze ze sprzedawcami można dogadać się po polsku!

 

 

 Lotnisko w Agadirze:

14.05.2013

 

 

Hotel Les Omayades, w którym mieszkaliśmy:

Maroko, 14.05.2013

 

Maroko, 14.05.2013

 

Maroko, 17.05.2013

 

 

Nasz pokój w hotelu Les Omayades:

Maroko, 14.05.2013

 

 

W hotelowym hollu:

Maroko, 14.05.2013

 

 

Hotelowa restauracja:

Maroko, 16.05.2013

 

 

Na terenie hotelowym:

Maroko, 16.05.2013

 

DSCN3100.jpg

 

 

Przy basenie:

Maroko, 16.05.2013

 

Maroko, 16.05.2013

 

 

Plaża w Agadirze:

SL371320.JPG

 

Maroko, 17.05.2013

 

Maroko, 17.05.2013

 

 

Przy oceanie Atlantyckim, na plaży:

Maroko, 17.05.2013

 

 

Na Souk El Had:

Maroko, 16.05.2013

 

 

Herbata miętowa:

Maroko 2013

 

 

DATA PODRÓŻY: 14-18.05.2013

 

 


oceń
5
6

komentarze (0) | dodaj komentarz

Mediolan - Włochy 2012

sobota, 18 kwietnia 2015 16:56

 

Wracając z Sewilli do Polski, mieliśmy przesiadkę na lotnisku Mediolan Bergamo. Kilka godzin czekania. Grzechem, więc byłoby nie wyskoczyć choć na chwilę do Mediolanu. Zatem, zaraz po wylądowaniu udaliśmy się do autobusu Terravision, który zawiózł nas do stolicy mody. Bilet na podróż w obie strony kosztuje 9 €. Po godzinie jazdy byliśmy już w Mediolanie. Autobus zatrzymuje się na dworcu Milano Centrale. Stamtąd metrem udaliśmy się na Piazza del Duomo - główny plac miasta. Zaraz po wyjściu z tunelu, naszym oczom ukazała się przepiękna katedra.Budowa tej gotyckiej świątyni trwała niemalże 6 wieków: od 1386 r. aż do 1965 r., kiedy to wykończono prawie ostatnie detale. Ponadto na placu Duomo znajduje się Galeria Wiktora Emanuela II, do której prowadzi łuk triumfalny oraz pomnik króla.

Zdecydowanie warto było pojechać do Mediolanu!

 

Katedra na placu Duomo:

 

 

Na placu Duomo, który jest sercem i geometrycznym środkiem Mediolanu:

 

 

Przed łukiem triumfalnym wiodącym do Galerii Wiktora Emanuela II:

 

 

 

Przed pomnikiem króla na placu Duomo:

 

 

 DATA PODRÓŻY: 26.09.2012

 


oceń
2
3

komentarze (5) | dodaj komentarz

Sewilla - Hiszpania 2012

sobota, 18 kwietnia 2015 16:55

 

Po spędzeniu tygodnia w Portugalii, następnym punktem naszej podróży była Sewilla. 24 września opuściliśmy hotel w Alvor i autobusem L10 pojechaliśmy do Portimao (koszt 1,75 €/os.). Tam przesiedliśmy się w autokar Eva do Sewilli. Bilet normalny kosztuje 20 €, natomiast studencki 17 €. Po równych 5 godzinach byliśmy już w hiszpańskiej Sewilli.

 

Mieszkaliśmy w 2* Pension Redes. Hotel ten znajduje się zaledwie ok. 300 m od Plaza de Armas, czyli dworca autobusowego, na który przyjechaliśmy. Do wszystkich największych atrakcji miasta również można dojść na piechotę.

Za dwie doby dla 3 osób + śniadania zapłaciliśmy 98 €.

 

 

W Sewilli jest mnóstwo wąskich uliczek, tworzących niezwykły klimat. Jedyne czego mi brakowało to deptak, czy plac, gdzie można by pospacerować w nocy wśród tłumu ludzi. Coś takiego na styl La Rambla w Barcelonie.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Plaza de Toros, czyli areny walk z bykami. To tutaj odbywają się corridy. Później poszliśmy zobaczyć Katedrę Najświętszej Marii Panny. Jest to największy i jeden z najwspanialszych kościołów gotyckich na świecie. Zobaczyliśmy też Złotą Wieżę (Torre del Oro). Jednak najwięcej czasu spędziliśmy w Parku Marii Luizy (Parque de María Luisa). W centralnej części parku znajduje się Plac Hiszpański z niezwykle okazałym Pałacem Hiszpańskim. Ściany budynku i mostki biegnące nad rzeczką są bogato zdobione ceramicznymi płytkami azulejo. Wieczorami park staje się miejscem joggingu wielu Hiszpanów.

 

Ostatniego dnia czekała nas wczesna pobudka, ponieważ już o 6.45 mieliśmy samolot do Mediolanu. Na lotnisko udaliśmy się autobusem EA z Avenida de Carlos V. Bilet kosztuje 2,40 €.

 

Oto zdjęcia z Sewilli.

 

Plaza de Toros - arena walk byków:

 

 

 

Katedra Najświętszej Marii Panny:

 

 

 

 

Na Plaza España - przepięknym, głównym placu Sewilli:

 

 

 

 

 

 

Torre del Oro - Złota Wieża:

 

 

W pokoju w hotelu Redes:

  

 

 

DATA PODRÓŻY: 24-26.09.2012

 


oceń
2
6

komentarze (1) | dodaj komentarz

Algarve - Portugalia 2012

sobota, 18 kwietnia 2015 16:54


O podróży do Portugalii marzyłam od 2004 roku (Euro 2004), ale tak na poważnie zaczęłam się do niej przymierzać rok temu. Postanowiłam połączyć odpoczynek w Portugalii z wizytą w Sewilli, bo to miasto od zawsze mnie fascynowało. 

Po raz pierwszy nie kupiłam wszystkich biletów lotniczych od razu, tylko stopniowo, po jednym odcinku. Trochę było to ryzykowne, ale udało się. Razem bilety kosztowały o połowę mniej niż się spodziewałam. Nasza podróż wyglądała tak:

17.09. Poznań - Paryż Beauvais 20 zł

17.09. Paryż Beauvais - Faro 15 €

26.09. Sewilla - Mediolan Bergamo 19 €

26.09. Mediolan Bergamo - Warszawa Modlin 2,29 € 

Łącznie ok. 185 zł.

 

W Faro wylądowaliśmy przed północą. Aby dostać się z lotniska do hotelu korzystaliśmy z transferu POLOtours. Kurs do miejscowości Alvor (bo tam znajdował się nasz hotel) kosztował 50 €. Taniej, prywatnego transportu, w dodatku w nocy nie znajdziecie. Po wylądowaniu, w hali przylotów czekał już na nas pan z karteczką z moim nazwiskiem. Od razu kierowca zaprowadził nas do minibusa i udaliśmy się w godzinną podróż do Alvor.

 

Mieszkaliśmy w 3* hotelu Alvorferias Clube. Do hotelu dotarliśmy ok. 1 w nocy. Mimo późnej pory, czekała na nas kolacja na wynos. Było to miłym zaskoczeniem, ponieważ pierwszy raz się z czymś  takim spotkałam.

Dostaliśmy duży apartament z salonem, osobną kuchnią, sypialnią i łazienką. Hotel zajmuje ogromny obszar i znajduje się po dwóch stronach ulicy, a obie części łączy biegnący nad nią most. Kompleks posiada dwa duże baseny, korty tenisowe oraz baaardzo bogaty program animacyjny. Sześć dni w tygodniu w określonych godzinach odbywały się zajęcia z jogi, piłki wodnej, piłki nożnej, tenisa ziemnego i stołowego, jogging, spacer, streching, kręgle, itp.

Mieliśmy wykupione wyżywienie HB. Zarówno śniadania jak i  obiadokolacje serwowane były w formie bogatego bufetu i co najważniejsze - bardzo smacznego. We wtorki obiadokolacja odbywała się na wolnym powietrzu z muzyką na żywo. 7-dniowy pobyt z wyżywieniem HB dla 3 osób kosztował nas 403 €.  Ze wszystkich hoteli, w jakich do tej pory miałam okazję nocować, ten podobał mi się najbardziej.

 

Jeszcze będąc w Polsce zarezerwowałam samochód przez stronę FaroCar. Dostaliśmy samochód z wypożyczalni Marina. Za 3 dni z ubezpieczeniem SCDW plus płaciliśmy 82,50 €. Żadnego depozytu, ani podawania danych karty kredytowanej. W dodatku zamawialiśmy samochód z grupy B, a otrzymaliśmy z D, więc jak najbardziej mogę polecić tę wypożyczalnię.

Pierwszego dnia wybraliśmy się na zachód: Ponta da Piedade i Przylądek św. Wincentego (najbardziej wysunięta na południowy zachód część Europy), a popołudniu zakupy w Primarku. Następnego dnia pojechaliśmy do zamku w Silves (wstęp kosztuje 2,5 €) i na plażę Praia da Marinha. Trzeciego dnia obraliśmy kierunek wschód. Najpierw udaliśmy się do Albufeiry do portu z charakterystycznymi kolorowymi domkami, a potem na najpiękniejszą plażę Algarve - Praia Falesia. Na paliwo wydaliśmy 35 €.

 

Oto zdjęcia z tego pięknego regionu Portugalii:

 

 Na terenie naszego hotelu Alvorferias Club w Alvor:

 

 

 

 

W basenie:

 

 

 

 Na mostku łączącym dwie części hotelu:

 

 

Ta piękna plaża znajduje się na wschód od Alvor - nasz hotel dzielił od niej ok. 1 km:

 

 

 

 

 

 Na plaży na wschód od Alvor

 

SL371004i.JPG

 

 

Ponta da Piedade:

 

 

 

 

 

Na Przylądku św. Wincentego (Cabo de Sao Vincente) - najbardziej wysuniętej na południowy zachód części Europy:

 

  

 

 

Ruiny mauretańskiego zamku w Silves:

 

 

 

 

 

Praia da Marinha:

 

  

 

 

 

 

Port ze słynnymi kolorowymi domkami w miejscowości Albufeira:

 

 

Na najpiękniejszej plaży Algarve - Praia Falesia.

 

 

 

 

Kąpiel w Oceanie Atlantyckim na plaży Falesia:

 

 

 

Przy wypożyczonym samochodzie:

 

 

Przy hotelowym basenie:

 

 

 

Na naszym tarasie:

 

 

Na terenie hotelowym:

 

 

 

W salonie w naszym apartamencie:

 

 

W sypialni:

 

 

DATA PODRÓŻY: 17-24.09.2012

 


oceń
5
6

komentarze (3) | dodaj komentarz

Rzym - Włochy 2012

sobota, 18 kwietnia 2015 16:52

 

Miałam lecieć do Paryża. Hotel był już zarezerwowany, plan zwiedzania opracowany. Brakowało tylko biletów lotniczych. I kupiłam bilety… do Rzymu! A to dlatego, że loty do Paryża cały czas były stosunkowo drogie, sprawdziłam, więc z ciekawości jak kształtują się ceny do Rzymu. Gdy zobaczyłam 19 zł w jedną stronę i 39 zł w drugą, długo się nie zastanawiałam, od razu kupiłam bilety dla 3 osób. I tak o to zamiast do Paryża polecieliśmy do Rzymu. Termin podróży to 28.02.–3.03.2012.

 

Nadszedł 28 lutego. Pobudka przed 7, spojrzałam przez okno i nie wierzyłam własnym oczom. Śnieżyca! Na drodze było bardzo ślisko, do Poznania dojechaliśmy z ponad pół godzinnym opóźnieniem. Korzystaliśmy z parkingu Różowego. Na lotnisko przewieziono nas bardzo szybko, dzięki czemu obyło się bez sprintu do gatu.

 

To, czego najbardziej się obawiałam to pogoda w Rzymie. Liczyłam na to, że będzie ciepło, ale to, co zastałam na miejscu przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Co prawda pierwszego dnia było jeszcze jakieś 15-17 stopni, ale potem zrobiło się prawdziwe lato! Grubo ponad 20 stopni i bezchmurnie.  

 

Mieszkaliśmy w dzielnicy Eur w 4-gwiazdkowym hotelu Cristoforo Colombo. 5-dniowy pobyt (4 noce) kosztował 188 € za 3 osoby, co na ten hotel jest baaardzo niską ceną. W cenie noclegu było wliczone śniadanie w formie bufetu. Do wyboru bułeczki, croissanty, jajecznica, różne płatki śniadaniowe, mnóstwo ciast, ciastek, drożdżówek, brzoskwinie, ananasy. Po takim śniadaniu do wieczora nie byłam głodna.

Hotel oddalony jest trochę ponad km od stacji metra. My rano robiliśmy sobie spacer, a wieczorem jechaliśmy autobusem 777 ze stacji metra Palasport (2 przystanki).

 

Popołudnie po przylocie przeznaczyliśmy na odpoczynek i zakupy w sąsiadującym z naszym hotelem centrum handlowym Euroma 2. Drugiego dnia udaliśmy się do Bazyliki św. Pawła za Murami, następnie na plac Hiszpański, potem do Zamku św. Anioła (wstęp 5 €, ulgowy 3,5 €) i do Watykanu. Trzeciego dnia plany pokrzyżowało nam metro. Nastąpiła jakaś awaria i nasza linia metra była zamknięta do 12:30. Udaliśmy się, wiec na spacer po dzielnicy Eur, zobaczyliśmy m.in. Kwadratowe Koloseum,czyli Pałac Włoskiej Cywilizacji, potem opalaliśmy się na trawie. Przed 13 poszliśmy do stacji metra, ale okazało się, że pociągi nadal nie kursują. Miły pan strażnik powiedział nam, że do Koloseum możemy dojechać autobusem 780. Trasę tę metro pokonuje w kilkanaście minut, a autobus jechał godzinę! Tego dnia oprócz Koloseum (wstęp 12 €, ulgowy 7,50 €) zwiedziliśmy jeszcze KapitolPlac Wenecki. Niestety na więcej nie starczyło już czasu. Czwartego dnia musieliśmy nadrobić zaległości z wczoraj. Udaliśmy się, więc na Forum Romanum, na szczęście bilet jest ważny 24 godz. i do Bazyliki św. Jana na Lateranie. Potem pojechaliśmy zobaczyć Fontannę di Trevi, Panteon i Piazza Navona. Tam, w jednej z wąskim uliczek, zjedliśmy pyszną pizzę.

W dniu odlotu już nigdzie się nie udaliśmy. Woleliśmy na spokojnie dotrzeć na lotnisko, zwłaszcza, że Fiumicino nie należy do najlepiej oznakowanych lotnisk.  

 

Z lotniska do dworca Termini i z powrotem jechaliśmy autobusem Terravision. Bilety kupiłam wcześniej przez Internet, w obie strony kosztowały po 4 €. Natomiast jeśli ktoś kupowałby bilet powrotny na miejscu zapłaciłby 6 €.

 

 

Lotnisko Rzym Fiumicino:

 

 

W naszym pokoju w hotelu Cristoforo Colombo:

 

 

Bazylika św. Pawła za Murami:

  

 

 

Schody Hiszpańskie:

 

 

Zamek św. Anioła:

 

 

Na Moście św. Anioła:

 

 

Na tarasie na Zamku św. Anioła:

 

 

Watykan:

 

 

 

 

Grób Jana Pawła II:

 

 

Luty!!!

 

 

Kwadratowe Koloseum:

 

 

Kapitol:

 

 

Przed Pałacem Weneckim:

 

 

Koloseum:

 

 

 

 

 

W hotelowej restauracji poczas śniadania:

 

 

W hotelu:

 

 

Bazylika św. Jana na Lateranie:

 

 

 

Forum Romanum:

 

 

 

 

Fontanna di Trevi:

 

 

 

Panteon:

 

 

Na Piazza Navona:

 

 

 

W jednej z klimatycznych uliczek delektowaliśmy się pyszną pizzą:


 

 

W samolocie:

 

 

Widok z samolotu - morze:

 

 

Widok z samolotu - Alpy:

 

 

DATA PODRÓŻY: 28.02-3.03.2012

 


oceń
2
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 28 czerwca 2017

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

Archiwum

O moim bloogu

Na blogu będę opisywać moje zagraniczne podróże. Znajdziecie tutaj wiele zdjęć, a także informacje dotyczące miejsc noclegowych i lotów. Jeśli wybieracie się do któregoś z opisanych przeze mnie miejsc...

więcej...

Na blogu będę opisywać moje zagraniczne podróże. Znajdziecie tutaj wiele zdjęć, a także informacje dotyczące miejsc noclegowych i lotów. Jeśli wybieracie się do któregoś z opisanych przeze mnie miejsc, zawsze chętnie służę pomocą:)

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 45785
Wpisy
  • liczba: 18
  • komentarze: 27

Lubię to